WAMPIR – 30 YEARS LATER

Felietony, RPG / OPUBLIKOWANE W

wampira

 

To znowu będzie jeden z tych osobistych wpisów. Magda, która robi mi korektę, której bardzo za to dziękuje, mówi, że mam dwa rodzaje tekstów. Takie, którymi jaram się bardzo i takie, które wgniatają w fotel. Mam nadzieję, że to będzie ten drugi rodzaj wpisu. Jestem fanem Wampira. Nie da się tego nie zauważyć, szczególnie, że ostatnie pół roku pisze prawie tylko o tym. Zresztą, możecie zacząć czytać moje teksty na temat V5 od tego wpisu tutaj.

 

W tym miesiącu przypada 30 rocznica powstania Wampira jako systemu. Z perspektywy czasu, gdy przygotowuję się do kolejnej sesji w Bostonie wraz z Coenem z Coen’sCave, czy też po właśnie zakończonym June in Darkness, czy kolejnych problemach licencyjnych albo nowych zapowiedzianych tytułach, mam kilka przemyśleń. Przemyśleń na temat wampira, naszego hobby i fandomu, którymi chciałbym się z wami podzielić.

 

DLACZEGO JESTEM  WDZIĘCZNY ZA WAMPIRA

 

Gdy zaczynałem grać w Wampira, a było to przeszło 20 lat temu – gdzieś w okolicach roku 2000 – na polskim rynku był dostępny podręcznik Drugiej Edycji. Nigdy nie byłem fanem tego wydania, bo raptem zagrałem na nim z sześć sesji, gdzie pierwszy romantyczny Gangrel spotkał się z ostateczną śmiercią. Potem chyba zagrałem Malkavem, albo Tremere. Nie pamiętam, ale wiem dokładnie jak wyglądała ta gra.

 

Powiedzmy sobie szczerze, po dziś dzień utkwiła mi w pamięci scena, gdzie albo ja albo mój partner z drużyny byliśmy przez siebie rozbrajani. Ilość śmiercionośnej broni, jaką wtedy zgromadziliśmy w tej krótkiej scenie była tragikomiczna. Dość powiedzieć, że postać, która została rozbrojona miała przy sobie: dwa shotguny, obowiązkowe pasy z amunicją, uzi, rewolwer i dwa noże (po jednym w obu butach). I to jest chyba dobra metafora, aby pokazać jak długą drogę przeszedłem jako Gracz. Widzicie, wydaje mi się bowiem, że pomimo iż mój system – Wampir – w który lubię grać i prowadzić, się zmienił, to ludzie wokół mnie nie bardzo.

WAMPIR – MOJA HISTORIA

 

Trzecia edycyjny Wampir był dla mnie momentem przebudzenia. Gdy już się przesiadłem wraz z moją jakże męską grupą, co przebiegło u nas bez problemowo, na 3 edycję zaczęliśmy zdawać sobie sprawę, że po latach grania w RPG – EarthDawna i D&D – mamy do czynienia z zupełnie innym stylem i rodzajem rozgrywki. Nie zrozumcie mnie źle, nadal graliśmy w combat simulation, ale zaczynaliśmy zauważać, że pewne rzeczy są passe, albo nie pasują nam do świata przedstawionego. Tak jak wtedy, gdy mój jedyny i ulubiony mistrz gry zauważył, że dla miłującego pokój Shinto-mistycznego Malkava, skakanie po swoim przeciwniku nie jest najlepszym rozwiązaniem dla wstępnych założeń postaci. I wiecie co, miał rację. Wampir dla naszej grupy otworzył zupełnie nowe możliwości. Był poligonem, gdzie mogliśmy eksplorować najróżniejsze wątki interpersonalne.

 

Mogliśmy zagrać w bardziej prawdziwe, bliższe realności RPG, gdzie dzięki temu, że wszyscy uczyli się tego nowego podejścia, byliśmy dla siebie mili. I przez wszyscy mam na myśli zarówno graczy, jak i MG. W końcu pozwolił mi cofnąć moje niezbyt przemyślane akcje, bez uszczerbku dla mojej postaci 😊. A wszelkie decyzje pozwalał mi podejmować, w miarę potrzeby, w sposób świadomy. Nie oszukujmy się jak na byłego bohater, co to dopiero wyszedł z jakiegoś lochu, czy piwnicy, to był ogromny krok naprzód. Mimo, że ten okres nie był usłany różami i wyszło na to, że jestem najbardziej edgy, i że popełnialiśmy błędy… to bez Wampira, prawdopodobnie, nie rozwinąłbym się jako gracz i MG. Mówiąc wprost – Wampir pokazał mi inną stronę medium i nauczył wrażliwości na pewne aspekty społeczne i kulturowe.

 

DLACZEGO NIE JESTEM WDZIĘCZNY ZA WAMPIRA

 

Tak, pierwszą moją sesję jaką poprowadziłem był Wampir. I jeśli mam być szczery, moi współgracze nie byli wspierający. Ta sesja nie była złą sesją, a przynajmniej nie taką ją pamiętam. Nie była też najlepszą, ale reakcja moich przyjaciół doskonale pokazuje, jak wtedy myślał i zachowywał się Fandom. Chłopaki nie byli delikatni. I na jakieś 5 czy 6 lat nie odważyłem się na kolejną próbę poprowadzenia czegokolwiek. Czy mam żal, chyba trochę tak. Dlaczego? Okazało się bowiem, że jestem całkiem niezłym MG, ale ten setback powstrzymywał mnie przed osiągnięciem mojego potencjału przez lata.

 

Tutaj jestem bardzo wdzięczny Jakubowi Zapale z Copernicus Corporation –  bo to on jako pierwszy powiedział mi, że dobrze prowadzę. Nie grał, nie brał udziału w tej sesji, ale poświęcił 4 godziny swojego czasu i wysłuchał jej całej, po czym powiedział to była dobra sesja – mimo, że też nie zawsze miał rację –  za to jestem mu wdzięczny. Niestety, z perspektywy czasu, w samym Fandomie mało się zmieniło. Wampir wampirem, ale takich historii, że ktoś został zniechęcony przez gatekeeping i nierealne wymagania jest na pęczki. Fandom jako grupa osób zrzeszających entuzjastów tego samego hobby… bywa miejscem naprawdę toksycznym. Nie jesteśmy otwarci, nie jesteśmy inkluzywni i oceniamy się non stop. Jak to mówił Piłsudzki: „Naród wspaniały, tylko ludzie…”

WAMPIR –  JESTEŚ TYM CO JESZ

 

Środowisko  fanów, graczy i Mistrzów Gry – niezależnie od płci – bywa okrutne. Co więcej, jest też odporne na zmiany, a to niedobrze. Świat nigdy nie stoi w miejscu, my też nie powinniśmy. Wydaje mi się również, że nawet na przykładzie naszego ulubionego systemu, nie umiemy się cieszyć szczęściem innych. Bardzo chcemy, aby nasz sposób grania w RPG był tym właściwym, tym najlepszym. Co więcej, staliśmy się takimi mistrzami, że nawet nie widzimy, że zamykamy się na innych i na rozwój. I nie chodzi o to, że jest to jakieś bardzo karygodne, ale że nie zdajemy sobie z tego sprawy. I jesteśmy po prostu niemili. Czasem mam wrażenie, że żeby grać w RPG i prowadzić sesje, trzeba mieć naprawdę twardą dupę. I że kłócimy się o pierdoły – zamiast cieszyć się hobby.

 

Wielu moich znajomych, z którymi grałem, zapytani czemu nie udzielają się w środowisku, pyta po prostu: „Po co? Przecież to tylko drama za dramą. Wolę skupić się na graniu”. Widzicie, to czego Wampir mnie nie nauczył to rozwiązywania konfliktów przy stole, szacunku dla różnych podejść i stylów gry i radzenia sobie z ciężkim bagażem naszych doświadczeń. A mamy sporo za uszami. Od gwałtów na sesji, zaszczuwania uczestników, mówieniu, że baby nie umieją grać w RPG, aż do nieszanowania się w realnym świecie, kłamaniu i oczernianiu się nawzajem. Za to nie jestem wdzięczny wampirowi, bo nauczył nas myślenia krzywdzącymi stereotypami i mówieniu, że nie ma miękkiej gry, że wampir to nie kucyki pony. Komu to przeszkadza, zagrać opowieść o potworach, której motywem przewodnim będzie przyjaźń? Gdzie, każdy z uczestników będzie czuł się komfortowo i bezpiecznie.

 

DLACZEGO POKŁADAM OGROMNE NADZIEJE W V5 I KOLEJNYM 10- LECIU

 

To bardzo proste! Wraz z nową edycją zdałem sobie sprawę jak bardzo dojrzałem i jak bardzo samo środowisko też stało się bardziej odpowiedzialne. I jasne, spieramy się o rzeczy kardynalne i toczymy spory w gruncie rzeczy fundamentalne. Czasem nie rozumiemy, gdzie przebiegają granice dobrego smaku.

 

Czasem nie widzimy, że tkwimy w błędzie, ale nawet takie systemy jak Wampir mówią: Hej, nie możemy przedstawiać społeczeństwa Romów w ten sposób. To co robiliśmy do tej pory było krzywdzące. Postaramy się robić to lepiej. Wraz z nową edycją oprócz osób, które mają 30 lat doświadczenia na karku, pojawiają się nowe twarze. Twarze takie jak Martyna Zych – Lead Community Developer, która z Fanki stała się głosem środowiska i w pełni oficjalnym członkiem rodziny Paradox oprócz tego, że jest miłym polskim akcentem, to stanowi świeżą krew i dają nadzieję na zmiany. Tak w ogólnym sensie. Mam nadzieję, że podejście po co … przecież jest … odejdzie wraz z naszym przykładem, czy ze zmianą warty, do lamusa.

FANDOM MÓJ WIDZĘ OGROMNYM

 

W polskim grajdołku, mamy tendencję do wiedzenia wszystkiego najlepiej. Przecież każdy z nas poprowadziłby lepiej kadrę narodową niż selekcjoner. Czy był lepszym ekspertem niż ten pan czy pani w telewizji… i czasem nie umiemy się powtrzymać i nie zabrać głosu. Tak jak np. mężczyźni o tym czego chcą kobiety lub czego potrzebują by dobrze grać w RPGi. Niekiedy nawet jakaś pani – tutaj akurat ze Skali Wyzwania – wreszcie powie, że ma dość i wystosuje list otwarty – co generalnie bardziej pochwalam niż zabieranie głosu w nie swojej sprawie.

 

Bywamy małostkowi. Jak przedstawiciele fandomu, w ważnej dla społeczności dyskusji, czepiający się, że przecież blogerzy byli zawsze i było ich dużo. Co nie ma związku z samym sednem dyskusji. Liczę, że na 40 lecie Wampira, takie spory będą tylko echem przeszłości. Matuzalemem, który śpi głęboko pod ziemią i nikt o nim nie pamięta. Mam taką cichą nadzieję. A jeśli chcielibyście zobaczyć, lepszy przekrój Wampira przez te 30 lat to… wpadnijcie na FanPage Kość w Eterze. Człowiek robi tytaniczny wysiłek komentując każdą okładkę podręcznika. Można się z nim nie zgadzać, ale tam najlepiej zobaczycie jak Wampir się zmienił… od pierwszej edycji aż do teraz.

Ogromne podziękowania dla Magdy Zielińskiej za korektę tekstu

 

Rafał Pośnik

Dodaj komentarz