To będzie jeden z tych osobistych wpisów. Jak pamiętacie, przygotowywałem się do prowadzenia Wampira – V5 w Milwaukee. Pisałem o tym w jednym z moich pierwszych wpisów. W tym miejscu zazwyczaj na różnych grupach, pojawia się informacja ”Moi gracze nie czytać”[1]. Moi mogą, a nawet powinni czytać, bo przecież to głównie ich ta sprawa dotyczy. Zagraliśmy naszą drugą sesję w Milwaukee. Minęło od niej trochę czasu, bo graliśmy 11 listopada. To nie była dobra sesja. I było mi z tego powodu przykro, bo wydaje mi się, że zawiodłem moich graczy.  Chciałbym o tym chwilę porozmawiać. Ten wpis będzie o oczekiwaniach oraz komunikacji. I dlaczego to wszystko jest istotne dla dobrej zabawy przy stole. I dla spokoju mojego sumienia. Wiecie, jestem przecież kontrowersyjnym publicystą.

Milwaukee

 

Widzicie, prowadzę od kilkunastu lat. Nigdy też nie byłem utytułowanym, ani szczególnie utalentowanym MG. Jedyną szansę na wygranie jakiegoś konkursy zaprzepaściłem na Falkonie kilka lat temu, ale dzięki temu poznałem Marka Rein Hagena – twórcę Wampira i faktycznie utrzymujemy kontakt. Zawsze uważałem, że prowadzę nieźle. Przez te wszystkie lata zbudowałem swój styl i reputację. Milwaukee okazało się jednak  dla mnie wyzwaniem jako narratora. Nie dlatego, że nie zdarzyło mi się poprowadzić złej sesji.

 

Tych, z których ja nie byłem zadowolony było trochę, a tych z których nie byli zadowoleni gracze pewnie jeszcze więcej. Jednak, z biegiem lat, chciałbym mieć takich sesji na swoim koncie jak najmniej. Zwłaszcza w system, który lubię, szanuję i jest dla mnie ważny. Może właśnie w tym tkwi problem – Milwaukee było i jest dla mnie ważne. Tak samo jak zabawa wszystkich obecnych przy stole. Nowych i starych znajomych, którzy postanowili poświęcić swój czas, aby wspólnie ze mną celebrować moje hobby.

Od czasu do czasu,  sędziuję konkursy, działam w środowisku na rzecz bezpiecznego grania. Stosuje narzędzia opisywane w literaturze fachowej, dokształcam się z dziedziny najnowszych trendów i nowych sposobów budowania narracji. Moi gracze,  przed każdą sesją dostają do przeczytania trzy krótkie dokumenty tekstowe. Teksty, które mocno wpłynęły na mnie jako MG i które mają pokazać im jak będziemy grać. Wszystkie są autorstwa Johna Wicka, bo nigdy nie ukrywałem, że to jego „Graj Twardo” nauczyło mnie prowadzić. Fragment tych przemyśleń znajdziecie w odnośniku do tego tekstu. Dwa pozostałe są zaczerpnięte z jego innych publikacji.

Milwaukee

Pierwszy, który nazywam Stories albo The Second Wicked Thing from John’s School of Doing Things,  pochodzi z podręcznika do 7th Sea 2ed – to fragment mówiący o historiach Mistrza Gry i historiach Graczy. Drugi, który nazywa się: Con Games albo The Last Thing form John’s Wick School of Doing Things, pochodzi z poradnika Play Dirty 2 i mówi o tym jak prowadzę. Ten ostatni tekst był dla mnie ważny, bo pokazał mi dlaczego mój styl wygląda tak,  a nie inaczej. Trzeba wam wiedzieć, że uczyłem się prowadzić na konwentach i jedno strzałach. Te teksty, to dla mnie siatka bezpieczeństwa i gwarancja jasnej i przejrzystej komunikacji z Graczami. Mam to obcykane, a mimo wszystko to czasem nie wystarcza. Tak jak ta sesja jest w Wampira jest dla mnie ważna, tak ważny jest komfort moich graczy i ich dobra zabawa.

 

To nie jest tak, że jestem bez grzechu i jestem idealnym MG. Moja reputacja nie wzięła się znikąd. Przez większość swoich przyjaciół, osób z którymi gram, jestem postrzegany jako gość który ciśnie graczy. Mistrz gry, który zabija graczy, który jest bez litosny i ktoś kto uwielbia zapach jesiennej gawędy o poranku. Problem jest właśnie tym, to tylko reputacja. Nie zabijam graczy, zdarza mi się zabić postać gracza. Zdarza mi się też, naciskać na graczy lub ich postacie. Chcę aby przeżywali emocje na moich sesjach, albo żeby przynajmniej zachęcały ich do refleksji. To mnie kreci w RPG. I tak uważam, że na sesji nie zadowolę wszystkich.

 

Nie raz mówiłem, że dobra sesja jest wtedy,  gdy przynajmniej więcej niż połowa graczy wychodzi z niej zadowolona. Ale chcę, aby wszyscy przed sesją byli tego świadomi. Nie obrażam się, gdy ktoś nie chce ze mną grać, czasem pytam się czy może mi powiedzieć dlaczego  Na ostatniej sesji Milwaukee dwóch z czterech graczy, skończyło ją z uczuciami, które daleko by określić jako pozytywne. Jedną z nich był Coen z Wyrollowanych, którego zdanie cenię. Drugą była osoba, która jest mi bliska i jest moją partnerką życiową. Jestem tą osobą, która ma trudność w prowadzeniu swojej drugiej połowie. RPG-owo nasze – opinie zarówno moja i Coena, jak moja i mojej drugiej połowy, diametralnie się różnią. I ostatnio na sesji Milwaukee by Night w V5 było to bardzo widać.

Milwaukee

 

Widzicie zaplanowałem tą mini kampanię by służyła pewnym celom. Zazwyczaj tak robię i zazwyczaj to działa. Ta sesja miała pokazać nam czy dobrze się nam ze sobą gra. Millwauke to moja opowieść, mój prezent dla graczy i lojalnie ich uprzedzam: „Chcę byście zagrali w to”. Jestem zwolennikiem otwartych kart, jasnego określenia granic. Nie lubię niedomówień, ale nie jestem fanem sesji zero. To narzędzie nigdy nie będzie chyba moim ulubionym. Dlaczego? Nie umiem go dobrze stosować. Wolę sprzedawać swoje pomysły uczuciami, obrazami i nastrojem sesji – jej feelem.

 

Gdy otrzymuje sprzężenie zwrotne to wiem, że się dobrze będziemy bawić. Najlepiej jak gracze chcą grać w grę, którą umiem i chcę graczom sprezentować.  Czasami pomiędzy osobami przy stole nie ma chemii, trudno. To, że ja nie umiem stosować sesji zero jako skutecznego narzędzia rozgrywki nie znaczy, że ty lub twoi gracze, nie powinniście go stosować. Jeżeli ma to wam dać większą swobodę poprzez poczucie bezpieczeństwa i kontroli to tak: powinniście stosować to właśnie narzędzie.

Jestem control freekiem, moi gracze po pierwsze sesji to wiedzą. Mimo, że oddaje im ogrom kontroli podczas sesji, to ludzie wiedzą, że u Rafała:

 

  • Historia postaci powinna być na nie więcej niż jedną stronę
  • Tekst powinien być wyjustowany
  • Trzeba czytać materiały na grupach
  • Trzeba ogarniać podstawową mechanikę
  • Do każdej sesji będzie artystyczny opis o symbolicznym znaczeniu
  • Będziemy grać około 4 godzin
  • Będziemy cierpieć i umierać we wszystkich możliwych wariacjach
  • Muzyka będzie zapętlona, psychodeliczna, albo po prostu dziwna
  • Będą przynajmniej dwa strumienie narracji obecne w różnych punktach czasowych
  • Dużo będzie wymagane od gracza i nikt nie będzie wyciągał nikogo za uszy na siłę
  • Opisy będą miejscami schematyczne i ubogie, a czasem pomijane
  • Będziemy grać w ten rodzaj gry, który Rafał przygotował

 

Wyszło dużo tych punktów, ale muszę być szczery, tak to właśnie wygląda. Moi gracze żartują sobie na ten temat. Moja rodzina potrafi parodiować mój styl na zawołanie – i to czasem boli – ale tak to właśnie wygląda. Na sesjach po prostu spełniam się w skrytości serca artystycznie. Żadna karta X nigdy nie zniszczyła mi sesji. Zawsze to była tylko i wyłącznie moja niemoc albo brak umiejętności. Jako twórca, uczestnik, gracz i MG zbudowałem zdrowy dystans. To nie znaczy, że dobrze znoszę krytykę. Potrafię sobie z nią radzić. Czasem muszę o niej napisać tekst. Zawsze podziwiałem ludzi za ich odwagę, że odsłaniają się przede mną. Najbardziej ceniłem jako Graczy te osoby, które potrafiły mi powiedzieć nie mogę u Ciebie grać. To wymaga odwagi. Te dodatkowe elementy: zasady stołu, techniki bezpieczeństwa, feedback – nie są zamachem na moją osobę. Nie mają za zadanie krępować naszej wolności. Mają nam pomagać być lepszymi ludźmi.

 

Co zrobić w sytuacji gdy poprowadziło się złą sesję? Dużo rzecz. Mamy wachlarz możliwości i co raz więcej ich dochodzi. Ja w Milwaukee, zrobiłem to co zawsze. Zebrałem feedback i będę pracował nad implementacją zmian. Główne rzeczy, jakie są do przepracowania to małe poczucie sprawczości na moich sesjach i danie odpowiedniego spotlightu niektórym graczom.  Hej, nie oszukujmy się, nie jestem nieomylny i to zazwyczaj gracze mają racje, gdy mówią co im się nie podobało. Należy mieć zdrowy dystans do tego co się dzieje przy stole. Nie oznacza to, że masz się zmieniać o 180 stopni. Stephan King, kiedyś powiedział:

 

“Kill your darlings, kill your darlings, even when it breaks your egocentric little scribbler’s heart, kill your darlings.”

 

Kill your darlings. Nawet, jeżeli jest to poczucie twojej wyższości, bo nie musisz używać tych nowo modnych technik bezpieczeństwa. Ważne jest, że wolno Ci popełniać błędy, że są sposoby ich naprawy. Wiedz, że nie zawsze masz racje.  Złe sesje się zdarzają, a odrzucanie doświadczeń innych, bo ty to robisz lepiej – to trochę jakbyś kurczowo trzymał się swojej własnej rzeczywistości, tego co jest Ci drogie. Próba zobaczenia świata innymi oczami, nie czyni cię miękkim, może tylko trochę bardziej empatycznym. Nawet w Milwaukee.

 

Rafał Pośnik

 

Milwaukee

 

 

[1] Let’s get rid of one assumption right quick. This whole “Player vs. Character Knowledge” hoo-ha has got to go. The reason we use this rule is because naughty players use it to their own advantage at the expense of everyone else.

“I open the door from the left side, carefully avoiding the poison dart trap, stepping on only every third tile, putting 60% of my weight on my left foot while singing The Yellow Rose of Texas…what’s that? No, I haven’t read the adventure.” Yeah. That guy.

The fact is, a player sharing knowledge with his character can aid the group and make the whole roleplaying experience a lot more fun.

 

Graj Twardo wyszło po polsku jakiś czas temu. Mało kto wie, że każdy rozdział był opatrzony komentarzem, a tekst jak i autor po latach był zmieniany i dostosowywany do ciągle rozwijającego się hobby. Wszyscy raczej pamiętają go za jego bezkompromisowość. Ja pamiętam Graj Twardo jako okres, gdzie John podkreślał jak bardzo był zły na świat. I jak potem przepraszał za to. Najnowsze ujęcie tekstu po 20 latach znajdziecie tutaj: https://youtu.be/VspQmkJvPnE z szerokim komentarzem autora.

Jedna odpowiedź do “From Milwaukee with Love”

Dodaj komentarz